Gerlach


Masyw Gerlacha
Masyw Gerlacha
Gerlach lub Gierlach, dawniej też Garłuch – najwyższy szczyt Tatr i całych Karpat, położony na Słowacji, w bocznej grani Tatr Wysokich. 
Wyniesienie: 2 355 m
Gerlach należy do Korony Europy.
Szczyt ten, nazwany przez Mieczysława Karłowicza królem tatrzańskim jest dostępny jedynie dla wytrawnych turystów. Najczęściej używane wejście jest poprowadzone z Doliny Wielickiej przez Wielicką Próbę, dostępny jest także z Doliny Batyżowieckiej przez tzw. Batyżowiecką Próbę – oba szlaki są silnie eksponowane (wejścia turystyczne tylko w okresie letnim w towarzystwie przewodnika).
[opracowanie własne. Wikipedia]
 
 

Gerlach zdobyłam z Anią w dniu 28-08-2012, godz. 11:30.

Naszym przewodnikiem jest Tomek- ratownik TOPR, Międzynarodowy Przewodnik Wysokogórski IVBV / UIAGM, współwłaściciel firmy Biuro Przewodników Wysokogórskich.
Pomysł zdobycia Gerlacha zrodził się pod wpływem chwili, impulsu....potrzeby. Wracałyśmy z Anią z ALP austriackich, gdzie pojechałyśmy powiedzmy na rekonesans. Alpy są niesamowicie piękne, przepiękne i wywarły na nas ogromne wrażenie a także zaostrzyły apetyt na coraz wyższe szczyty. Wyjeżdżałyśmy niestety bez dorobku szczytowego, bo po prostu nie byłyśmy przygotowane na Alpy. Złość,  żal i ogromna motywacja do działania w przyszłości. Jechałyśmy do Polski ze świadomością, że coś sie zmieniło, że w polskich Tatrach "zrobiłyśmy już niemal wszystko" i czas sięgać wyżej. Nieco więc na otarcie łez przyszedł nam do głowy pomysł...A! A! może by tak Gerlach?? Tak! Ta góra była w naszym zasięgu!:-)

Gerlach dla mnie to góra przełomowa. Tu pierwszy raz wspinałam się poza szlakiem turystycznym, po raz pierwszy korzystając z usług przewodnika. Droga jest eksponowana, Próba Wielicka i Próba Batyżowiecka mogą przestraszyć, ale mnie się podobały. Droga ze Śląskiego Domu na szczyt zajęła nam około 4 godzin. Mimo, że w trakcie wspinaczki pogoda się zepsuła, zrobiło się zimno, a chmury zabierały część widoków, to na szczycie zaświeciło nam nawet słońce:-) Choć szczyt to dopiero połowa drogi....szczęście, duma, mega radość rozpierały serce. Zmęczenie i satysfakcję,  smaczek górskiego sukcesu poczułam dopiero po zejściu do Doliny Batyżowieckiej.  Tam Tomek pogratulował mi i Ani i powiedział...."No, dziewczyny, w Tatrach nie da się już wyżej". A nasze myśli skierowały się w kierunku Alp....

Tymczasem zapraszam do elektronicznej wspinaczki na Gerlach.....