Mój górski narzeczony:-)
Mój górski narzeczony:-)

Tatry....hmmm... to tu zrodziła sie miłość do gór:-)

Pierwszy wyjazd zimą w 2009r pociągnął za sobą lawinę:

- Tatry wakacje 2010r

- Tatry jesień 2010r

- Tatry wiosna 2011r

- Tatry jesień 2011r

- Tatry czerwiec 2012r

- Tatry słowackie 2012r

- Tatry maj 2013r

Każdy wyjazd jest niesamowitą przygodą, ale i nauką. Początki były trudne...No Nie!:-) Raczej zabawne, śmieszne (zobaczycie na zdjęciach) i przypominały....randki, zaloty - jak się ubrać, jak zachować, co zrobić, by zyskać przychylność gór, jak daleko można się posunąć....  Testowanie ciuchów, butów, sprzętu, jedzenia - żeby było ciepło, wygodnie, sucho, lekko, trwale, bezpiecznie.  Cały czas testuję góry, a raczej one testują mnie -  jak wysoko można wejść, jak długo iść, którą drogą, kiedy brakuje sił, które widoki piękniejsze, kiedy iść a kiedy się wycofać......Podziwiam i doświadczam gór w piekącym słońcu, w deszczu, w burzy, w wichurę, gdy ciężko utrzymać się na nogach, przy mrozie i wietrze, gdy gile w nosie zamarzają, albo gdy pot kapie z nosa, w pochodzie ludzi na szlaku, w cichym podziwianiu szczytów.

Najbardziej góry podobają mi się w odsłonie zimowej. Ośnieżone szczyty, bialutki śnieg aż iskrzy się w słońcu.

Oj dobra, dobra, nie ma co się rozczulać. Trzeba po prostu spróbować, przeżyć. A jeszcze tyle gór do zdobycia......Alpy, Andy, Kaukaz, Himalaje...

 

Docelowo chciałabym podzielić się z Wami relacjami z tych wyjazdów, ale na potrzeby tej chwili zamieszczam galerię zdjęć, która mam nadzieje Was rozbawi, zaciekawi i zachwyci.