źródło: http://www.rifugioteodulo.it/en/
Schronisko Teodulo, wys 3317m n.p.m.

16.06.2015

 

Rifugio Teodulo wys. 3317m n.p.m.

 

Schronisko Rifugio Teodulo znajduje się na przełęczy o tej samej nazwie, na wysokości 3317 metrów. Schronisko górskie ma pojemność około 80 łóżek zarówno w lecie, jak i zimą. 

W zimie schronisko jest dostępne od Breuil-Cervinia z kolejki i kolejki linowej na Plateau Rosa Bontadini.

Schronisko to świetny punkt startowy dla wspinaczki na szczyty Monte Rosa: Castor, Pollux, Breithorn, Black Rock i innych ciekawych przejść trekingowych. Schronisko "oferuje" wspaniały widok na szwajcarskiego giganta Matterhorn (Monte Cervino) 4478m n.p.m.


Naszą przygodę z Alpami włoskimi postanowiłyśmy rozpocząć właśnie od wycieczki do schroniska Teodulo. Schronisko znajduje się na wysokości 3317m n.p.m., więc uznałyśmy, że będzie to świetny cel aklimatyzacyjny przed Mont Blanc, a poza tym schronisko jest położone w bezpośrednim sąsiedztwie z Matterhorn, którego od bardzo dawna chciałyśmy zobaczyć.

 

Wędrówkę rozpoczęłyśmy z miejscowości Breuil-Cervinia, gdzie zostawiłyśmy auto na pustym, puściutkim parkingu! W Alpach włoskich 16. czerwiec to "martwy okres". Sezon zimowego szaleństwa jest już zamknięty, a sezon letni jeszcze się nie rozpoczął. Gdy dzwoniłyśmy do kilku schronisk, w których planowałyśmy nocleg, otrzymywałyśmy odpowiedź: "Closed. Come in last week of June". W górach widać, że wiosna niedawno zawitała w Alpy. Leży jeszcze dużo śniegu, płynie niezliczona ilość strumyków, stoki są świeżo zielone, usiane kolorowymi kwiatami. Ech, sielsko....

Na parkingu pusto więc i na szlaku pusto. Przez cały dzień nie spotkałyśmy ANI JEDNEGO turysty!! Możemy powiedzieć, że w tym razem góry były tylko nasze!:-) Przez cały dzień towarzyszyły nam niezliczone ilości świstaków i.....chmury:-( Wyruszając z Breuil-Cervinia wiedziałyśmy, że pogoda nie jest najlepsza, że jest duże prawdopodobieństwo deszczu, ale cały czas miałyśmy jednak nadzieję, że widoki wyżej zrekompensują nam wszystko. 


Co nasz najbardziej zaskoczyło? 

BRAK OZNACZEŃ! Wejście na szlak - na czuja "chyba to tu", w trakcie wędrówki - też na czuja. Na szlaku, im wyżej, tym leży więcej śniegu i być może znaki są przysypane śniegiem, ale w porównaniu do polskich Tatr czy Alp austriackich, ilość oznaczeń na szlaku jest tutaj wyjątkowo skąpa. Wiele razy w ciągu całego dnia musiałyśmy się wracać, podchodzić i schodzić, by szukać szlaku "to chyba tu, a może jednak tam". W efekcie końcowym znaczą część drogi pokonałyśmy na przełaj, poza szlakiem, trzymając się jednak mapy i punktów orientacyjnych w terenie. 

 

MATTERHORN!  Jejku, to jest olbrzymia góra!!

Cały dzień niebo, a więc i szczyty wokół nas, spowijały chmury. Żal nam dupę ściskał, że nie możemy podziwiać gór, które miałyśmy tuż obok, na wyciągnięcie ręki. Lecz gdy w jednej chwili, dosłownie na kilka sekund, chmury się przerzedziły i za naszymi plecami wyłonił się zarys sylwetki Matterhorn......Szczęka mi opadła! Wierzcie mi, stałam jak wyryta! Nie wierzyłam własnym oczom! I mimo, że było nie widać wierzchołka góry, to ogrom tego masywu przygniótł mnie! Matterhorn (4478m n.p.m.) to jest wielka, potężna góra. Zacznie wyższa od pozostałych, otaczających ją gór. Dosłownie króluje nad całym masywem. Stojąc przed takim gigantem człowiek wydaje się malutki, maluteńki. Chylę czoła przed tą górą. Czuję podziw, szacunek i respekt.

Niestety nie udało nam się zobaczyć Matterhornu w całej okazałości tej góry, ale co się odwlecze, to nie uciecze:-)

 

Z powodu pogarszającej się pogody nie doszłyśmy do schroniska Teodulo. Finalnie osiągnęłyśmy wysokość około 2900m n.p.m., czyli wyszłyśmy nieco ponad górną stację Plan Maison wys. 2876m n.p.m. W tym miejscu doświadczyłyśmy tego, jak szybko w górach pogoda może ulec zmianie.  Na stacji Plan Maison 2876m (nieczynna) zastała nas ogromna mgła. Widoczność nie przekraczała 50m. Po odpoczynku, gdy się trochę przerzedziło,  postanowiłyśmy ruszyć do góry. Tylko w którą stronę? Gdzie jest szlak, gdy oznaczeń brak?

Nagle chmury podniosły się, błysnęło słońce, zrobiło się mega ciepło, a na horyzoncie zobaczyłyśmy kolejny pośredni cel naszej wędrówki - schron wys. 3050m n.p.m. Decyzja. Idziemy dalej. Przeszłyśmy dosłownie 50m, gdy zaczęło grzmieć i zaczął padać deszcz. Momentalnie śnieg pod nogami zaczął płynąć (dotychczas był miękki, ale w miarę stabilny). Teraz już trzeba było szukać drogi na dół, bo mgła i intensywny deszcz ograniczały widoczność. Nie znalazłyśmy znakowanego szlaku, więc ponownie schodziłyśmy po swoich śladach. 

Kilka zdjęć z tego dnia