Weißspitze (widok od południowego zachodu, ze szczytu Kreuzspitze)
Weißspitze (widok od południowego zachodu, ze szczytu Kreuzspitze)

Weißspitze (Weissspitze, Weißspitz) - szczyt w grupie górskiej Venedigergruppe w Wysokich Taurach w Centralnych Alpach Wschodnich o wysokości 3300 m n.p.m.. Położony w Tyrolu w Austrii, 5 km w linii prostej na południowy wschód od Großvenediger. Szczyt jest otoczony przez lodowce: Frosnitzkees na północnym wschodzie, Mullwitzkees na północnym zachodzie, Zettalunitzkees na zachodzie, oraz mocno zmniejszający się Garaneberkees na południu. Najłatwiejsza droga na szczyt prowadzi ze schroniska Defreggerhaus (2963 m n.p.m.)(część trasy po lodowcu), oraz schroniska Eisseehütte (2521 m n.p.m.). Na szczycie znajdują się dwa krzyże i książka wejść.

[opracowanie własne. Wikipedia]

 

Weisspitze zdobyłam z Anią w dniu 11-08-2013, godz. 10:45

Wybór tego szczytu jako kolejnego celu był dość prosty. Po pierwsze - po nieudanym wejściu na Pezteck (szczyt w grupie Schobergruppe, wys. 3283m npm) chciałyśmy znów znaleźć się jak najbliżej lodowców Grupy Grossvenedigera. Po drugie - widoki miały być piękne. I BYŁY! Oj były;-)

Na Weisspitze przeznaczyłyśmy 2 dni. Wyruszyłyśmy z Prägraten szeroką szutrową drogą do Bodenalm. A że skawr był okropny, więc w tym uroczo położonym schronisku, zjadłyśmy Apfelstrudel w towarzystwie najlepszych na świecie lodów waniliowych z polewą czekoladową, z czerwoną porzeczką i miętą.  Cud Miód, polecam:-) Najedzone, ruszyłyśmy doliną Timmeltal, która łagodnie wznosi się ku górze i prowadzi do wodospadu. By tam ostro wnieść się do schroniska Eissee Hutte. Schronisko czyste, po remoncie, przygotowane na nocleg dla około 40 osób, prowadzone jest przez austriacką rodzinę. Miałyśmy problem z dogadaniem się, bo nikt nie mówił po angielsku. Więc w ruch poszedł nasz szczątkowy niemiecki i język migowy. Udało się nawet przekazać, że nie jesteśmy z Rosji (najczęściej taką narodowość nam przypisywano) i że nie chcemy kolacji, bo mamy swoje jedzenie :-)

Po spokojnej nocy, około 7:30 wyruszyłyśmy w kierunku szczytu. Początkowo szlak prowadzi przez stare koryto rzeki, i skacze się tam jak żaba z kamienia na kamień. To miejsce nas urzekło....dmuchawcami:-) A co ja tu będę Wam kadzić, zobaczycie na fotkach.

Droga na Weisspitze nie jest trudna, choć idzie się kilka razy po śniegu, dość stromym,  a do głównej grani prowadzi lodowiec, bez szczelin, ale trzeba uważać bo śnieg wyjeżdża spod stóp. Gran jest miałka, sypka, kamienista, mokra... i stąd cała trudność podejścia. Za to widoki są oszałamiające!! Lodowce Grossvenedigera są jak na dłoni, szczeliny widać gołym okiem, biel lodu mieni się błękitem....Mówię Wam - bajka!:-)

Zapraszam do galerii. Fotki nie oddają uroku cudów natury, ale wierze, że choć trochę poruszą wyobraźnie;-)