Großglockner, Grossglockner – najwyższy szczyt Austrii o wysokości 3798 m n.p.m. Znajduje się w Centralnych Alpach Wschodnich, w Wysokich Taurach w grupie górskiej Glockner. Drugi co do wybitności szczyt Alp.Wznosi się ponad lodowcem Pasterze.
Stopień trudności najłatwiejszej drogi na szczyt określany jest na PD+ (nieco trudno).
Na charakterystyczny kształt szczytu (przypomina on piramidę) składają się dwa wierzchołki – Großglockner oraz Kleinglockner. Rozdziela je mała, wąska przełęcz nazywana Glocknerscharte.
Pierwsze wejście: 28 lipca 1800r
Wyniesienie: 2 423 m
Großglockner należy do Korony Europy.
[Opracowanie własne. Wikipedia]
 

Grossglockner zdobyłam z Anią i Tomkiem (przewodnik) w dniu 06-08-2013, godz. 11:00.

Na tą górę przeznaczyłyśmy 4 dni. Choć przyznam szczerze, że można było ją zrobić w 3 dni. Zawodowcom, takim jak Tomek, czy osobom silnym kondycyjnie wystarczą nawet 2 dni (wyjazd z Polski do Kalls, podejście do schroniska Studlhutte, nocleg, następnego dnia wejście na szczyt, stamtąd zejście bezpośrednio na parking przy Lucknerhaus i powrót do Polski).

My zaś postępowałyśmy zgodnie ze wskazówkami Tomka: pierwszego dnia podejście z Lucknerhaus do schroniska Lucknerhutte i rest do końca dnia. Nocleg. Po śniadaniu wyjście z Lucknerhutte do Studlhutte, rest i tam oczekiwanie na przybycie chłopaków (naszego przewodnika Tomka, drugiego przewodnika również Tomka i jego klientów Darka i Rafała). A wszystko to w celu zdobycia aklimatyzacji. Tomek jednak nie wiedział, że aklimatyzację zdobyłyśmy już na Muntanitz:-) Dlatego spokojnie można było zrezygnować z noclegu w niższym schronisku.

Grossglockner teoretycznie nie wymaga aklimatyzacji, ale ze względu na astmę Ani i naszą ogólną późniejszą wydolność, zdecydowałyśmy, że powoli będziemy przyzwyczajać się do wysokości. Dzięki temu byłyśmy wypoczęte i.... miałyśmy czas na nieśpieszne podziwianie gór o każdej porze dnia:-)

Wracając do naszej wyprawy: Grossglockner zdobywa się wyruszając z Kals am Großglockner płatną drogą (7euro) dojeżdża się do parkingu przy Lucknerhaus. Parking jest bezpłatny. Lucknerhaus to niesamowicie urocze miejsce, idealne do odpoczynku, dlatego wszędzie kręcą się ludzie. Trakkersi. Wspinacze. Rodziny z dziećmi. Ludzie starsi. Jedni spacerują, inni rozpakowują plecaki, jeszcze inni kompletują sprzęt wspinaczkowy. Ale.....oczy większości z nas były nieustannie zwrócone w kierunku Grossglocknera, który wręcz króluje nad dolina. Stąd wygląda imponująco, majestatycznie. "Co ja robie tu??" - zakołatało mi w głowie, gdy tak patrzyłam na nasz cel. "Oj tam, Oj tam, bierz się w garść. Powiedziałaś A to czas powiedzieć B" - przywołałam się do porządku:-) Szybkie śniadanie podane na masce auta, przepakowanie plecaków i ruszamy w górę. Łatwa, łagodnie wznosząca się, szeroka droga prowadzi dnem doliny. Mimo tego plecaki ciążą nam niemiłosiernie. Ech, te Kobiety! Na cztery dni w górach zabrałyśmy.......hmmm...A i tak ograniczyłyśmy ilość rzeczy "niezbędnych":-)

Skwar okropny. Duszno. Będzie burza. Po około godzinie doszłyśmy do Lucknerhutte. Schronisko jest czyste, przytulne. Prysznic za darmo:-)! Ciepła woda w kranie też! Niestety tu również krzywym okiem patrzą na nas gdy mówimy, że mamy swoje jedzenie. Zamówiłyśmy więc ...piwko. Popołudnie i wieczór spędziłyśmy leniwie, kręcąc się wokół schroniska. A na 20ej byłyśmy już w łóżkach. Następnego dnia wyruszyły do schroniska Studlhutte. Droga jest znacznie bardziej stroma, kamienista, zieleń zanika, a w zamian pojawiają się płaty śnieżne. Wysokość zdobywa się dość szybko, a widoki z każdym krokiem są piękniejsze. Studlhutte to schronisko o klasie prawie hotelu. Może przyjąć na noc ponad 100 osób!. Jedzenie jest fantastyczne, na śniadanie i obiadokolacje szwedzki stół, jesz ile chcesz! Obiadokolacja to zupa + drugie danie + deser. Ale....drogo:-( Po południu zjawiła się "główna" część naszej ekipy. Fantastyczni ludzie;-) Już o kilku minutach znajomości wszyscy zanosiliśmy się śmiechem. Wieczorem ostatnie ustalenia, czas wyjścia, dopasowanie raków do butów, piwko i grzecznie spać. U mnie podniecenie sięgnęło zenitu, spałam  bardzo lekko. Śniło mi się, że szykuję się na Studniowkę, więc wyobraźcie sobie jakie emocje wywołała we mnie Góra;-)

W dniu 06-08-2013 o godzinie 5:17 wyruszyliśmy w kierunku szczytu.....

 

Żeby nie zanudzać zapraszam do galerii....Relacja ze zdobywania szczytu okraszona zdjęciami będzie ciekawsza niż opisanie drogi słowami. Dodam tylko, że....nie obyło się bez przygód:-) Każda z nas zaliczyła nieplanowany poślizg, mimo, że miałyśmy raki .....Dobrze, że Tomek cały czas czuwał nad bezpieczeństwem.....:-)


Poniżej zamieszczam link do najbardziej emocjonującego i chyba najlepszego trailera jaki powstał o górach i jaki kiedykolwiek widziałam: GROSSGLOCKNER - The Black Mountain