Moja historia, kobieta, góry, miłość

Życie się przeżywa i nie chowa pod poduszkę

Jakiś czas temu Beata Tomaszek, autorka bloga Ty i Biznes, zaproponowała mi udzielenie wywiadu. Chciała dowiedzieć się czegoś o górach, o mojej pasji, o mnie samej. Zgodziłam się, bo lubię opowiadać o górach, nie stronię o trudnych tematów, a ponad to uważam, że historia każdego człowieka może być inspiracją dla drugiego człowieka. 

Magdalena Markowska to zwykła kobieta o niezwykłych marzeniach. Dlaczego są takie niezwykłe? Bo nie każda kobieta marzy o tym, by zdobyć Mont Everest, nie każda chce zdobyć Koronę Ziemi, nie każda decyduje się na samodzielne macierzyństwo poczęte z In vitro. Nie każda biega po 22.00, żeby pobiec w maratonie i zdobywać górskie szczyty, bo wcześniej nie mam czasu. Od Magdy bije pozytywna energia, uśmiecha się całą sobą, po prostu widać, że jest kobietą szczęśliwą i spełnioną. Poprosiłam ją żeby powiedziała kilka słów o sobie i tak to się zaczęło…

Read More 0 Comments

nanga parbat zdobyte zimą!!!    

26 lutego 2016r. o godzinie 15:27 Simone Moro, Alex Txikon, Ali Sadpara jako pierwsi ludzie stanęli zimą na Nanga Parbat. Włoszka Tamara Lunger zatrzymała się kilkadziesiąt metrów pod szczytem, ale na pewno jest jedyną kobietą, która była tak wysoko zimą.

 

Nanga Parbat (8126 m) była jednym z dwóch (obok K2, 8611 m) ośmiotysięcznych szczytów dotąd niezdobytych zimą. Góra atakowana różnymi drogami i od różnych stron przez kilkadziesiąt lat opierała się wspinaczom.

 

Alex Txikon, Ali Sadpara, Simone Moro i Tamara Lunger rozpoczęli swój pierwszy tej zimy atak szczytowy na Nanga Parbat 22 lutego. Tego samego dnia ten międzynarodowy zespół (hiszpańsko-pakistańsko-włoski) dotarł do obozu drugiego znajdującego się na wysokości 6100 m. Silny wiatr wymusił na nich wstrzymanie wspinaczki i przeczekanie jednego dnia w obozie drugim. 24 lutego zespół wznowił atak i po 5 godzinach podejścia osiągnął obóz trzeci znajdujący się na wysokości ok. 6700 m. Następnego dnia weszli na wysokość ok. 7200 m i założyli obóz czwarty. Główny atak szczytowy rozpoczął się przed 6 rano czasu pakistańskiego. Wspinacze po ok. 10 godzinach wspinaczki i pokonaniu prawie kilometra w pionie stanęli na wierzchołku tego ośmiotysięcznika.

 

Szkoda, że zimowa Nanga Parbat nie została zdobyta z udziałem Polaków, ale znając naszą ambitną, polską duszę, Polska ekspedycja na pewno jeszcze postawi nogę na Nanga Parbat.

 

Wielkie GRATULACJĘ dla zespołu międzynarodowego i szczęśliwego powrotu na dół!

 

 

ZOSTAŁO JUŻ "TYLKO" K2!

Krzysztof Wielicki mówi: "Teraz czas na nas i K2".

 

Do zdobycia zimą pozostało już „tylko” K2 (8611 m), wysoki i trudny ośmiotysięcznik.

Aby zrozumieć jak wielkie sukcesy Polacy osiągnęli  w górach wysokich i skąd apetyt na najtrudniejszy ośmiotysięcznik warto przeanalizować poniższe zestawienie.

 

Pierwsze zimowe wejścia na ośmiotysięczniki:

Mount Everest (8848 m) – 17 lutego 1980 r. – Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy. Narodową wyprawę poprowadził Andrzej Zawada.

Manaslu (8156 m) – 12 stycznia 1984 r. – Maciej Berbeka i Ryszard Gajewski. Kierownikiem zakopiańskiej wyprawy był Lech Korniszewski.

Dhaulagiri (8167 m) – 21 stycznia 1985 r. – Andrzej Czok i Jerzy Kukuczka. Wyprawą Gliwickiego Klubu Wysokogórskiego kierował Adam Bilczewski.

Cho Oyo (8153 m) – 12 lutego 1985 r. – Maciej Berbeka i Maciej Pawlikowski. Kierownikiem polsko-kanadyjskiej wyprawy był Andrzej Zawada. Trzy dni później tą samą drogą weszli: Zygmunt Heinrich i Jerzy Kukuczka.

Kangczendzonga – (8598 m) – 11 stycznia 1986 r. – Krzysztof Wielicki i Jerzy Kukuczka. Kierownikiem wyprawy Gliwickiego Klubu Wysokogórskiego był Andrzej Machnik.

Annapurna (8091 m) – 3 lutego 1987 r. – Artur Hajzer i Jerzy Kukuczka (kierownik wyprawy).

Lhotse (8511 m) – 31 grudnia 1988 r. – w noc sylwestrową stanął na szczycie Krzysztof Wielicki. Kierownikiem sportowym polsko-belgijskiej wyprawy był Andrzej Zawada.

Shisha Pangma (8027 m) – 15 stycznia 2005 r. – Piotr Morawski i Simone Moro (Włochy). Kierownikiem wyprawy polsko-włoskiej był Jan Szulc.

Makalu (8463 m) – 9 lutego 2009 – Simone Moro (Włochy) i Denis Urubko (Kazachstan).

Gasherbrum II (8036 m) – 2 lutego 2011 – Simone Moro (Włochy), Denis Urubko (Kazachstan), Cory Richards (USA).

Gasherbrum I (8068 m) – 9 marca 2012, Adam Bielecki, Janusz Gołąb, kierownikiem wyprawy był Artur Hajzer.

Broad Peak (8051 m) – 5 marca 2013, Maciej Berbeka, Adam Bielecki, Tomasz Kowalski i Artur Małek. Kierownik wyprawy Krzysztof Wielicki.

Nanga Parbat (8126 m) – 26 lutego 2016, Alex Txikon, Ali Sadpara, Simone Moro.

2 Comments

Dziś są moje urodziny!

35! To całkiem okrągła liczba:-) Trzydzieste piąte urodziny, a ja cały czas czuję się jakbym miała dwadzieścia dwa:-):-) Z tą różnicą, że dziś jestem mamą, dziś mam marzenia, dziś mam pasję, dziś mam cele i wiem, w którym kierunku chce podążać. Dziś mam wokół siebie rodzinę, przyjaciół, dziś otaczają mnie wartościowi ludzi i .......co bardzo ważne, dziś wiem jaki ich kochać, doceniać i szanować. Ogromnie cieszę się z tego kim jestem i jakie decyzje w życiu podjęłam. Dziś mam w sobie siłę, motywację i determinację i nie zawaham się jej użyć:-)  A jeżeli kiedykolwiek zabraknie mi tego wszystkiego, co napędza mnie do działania, wtedy....

...posłucham tego:

....przeczytam to:

https://wszystkojestjasne.wordpress.com/2015/07/16/filizanka-z-malinami-i-marzeniami-2/


Read More

Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty:-)

Niedziela, wczesne popołudnie.

 

Mój Kajtunio w domu już zaczyna świra dostawać. Zabawki lądują raz po prawej, za po lewej stronie. Każda zła.

O Tosi nie wspomnę, bo drepcze od drzwi do okna balkonowego, zerka na mnie. Położyła się i leży. 2 minuty minęły. Znów runda: drzwi-balkon-zerka na mnie, drzwi-balkon-zerka na mnie.  Kajtek tu się niby bawi, a tu wodzi za nią wzrokiem. Wodzi??? Mało powiedziane. Ślina mu kapie, broda mokra, żadna zabawka nie jest już atrakcyjna, a ON wpatrzony w Tosię jak w obrazek. Tośka patrzy. Kajtek patrzy. Widzę ich. Ba!! Czuje!! Nie sposób nie czuć!!:-) Czuje na skórze ich wpatrzone oczka.....Czekają. Czekają na mój ruch....

 

A ja? Pracuję nad projektem sistersCROWN. Siedzę przed komputerem, klawiatura mi się grzeje. Jeszcze jeden mail, i jeszcze jeden, jeszcze jedna informacja, tu sponsor, tu uzupełnić, tu odpisać, ....pracuję w tym samym czasie na milionie okien i aplikacji. To chyba przyzwyczajenie, które wsiąkło w skórę, jeszcze z pracy w korporacji.  Tam zawsze wszystko było do zrobienia na już, na teraz, pilne i ważne......

 

Chwila refleksji. "Nie jestem w pracy. To co robię, to moja pasja. To co robię, robię dla siebie.  Góry. Gdy myślę o naszych dotychczasowych wyjazdach w góry, pamiętam fizyczne zmęczenie i psychiczny relaks. Rany, ależ tęsknię za górami.  W ubiegłe wakacje, gdy byłam w ciąży, w górach byłam  owszem, ale jako Dalekowzroczny Oglądacz i  Szerokouśmiechnęty  Podziwiacz. A ja chcę góry takie, żeby je poczuć w nogach. Takie, żeby mi w dupę dały! 

 

Zamykam oczy i już widzę te piękne krajobrazy, panoramę, która zapiera dech, gdy podniesiesz do góry głowę po wyczerpującym marszu. Ach, samo się wyrywa!:-).

Góry to miejsce, gdzie ziemia spotyka się z niebem w wersji 3D. Tu nie ma prostych linii:-)".

Rozmarzyłam się;-) 

 

I wtedy przemykam mi przez głowę myśl: "Eureka! Kurna, przecież to ja jestem Panią swojego czasu! To ja decyduję co teraz będzie!"

 

Zrywam się na równe nogi. Klapa od laptopa aż trzasnęła. Kajtek, gdyby mógł pewnie też stanąłby na nóżkach. Hola Hola Chłopaku, jeszcze trochę:-) Póki co cieszy się, aż piszczy:-):-) Uśmiech od ucha do ucha. Pupa sama mu podskakuje:-) Boziu, po kim on ma tyle energii, przecież  ja taka spokojna osóbka jestem:-) Tosia już wie co się święci, ostawia taniec na dwóch łapach, sztuczka iście cyrkowa. 

 

Idziemy na spacer!! Wołam do moich "dzieciaków":-) Magiczne słowo padło, dwa razy powtarzać nie trzeba:-)

Tosia szelki już ma założone. Kajtek już w wózku. Trochę niezadowolony, bo na głowie wylądowała czapka, ale nie ma już czasu na marudzenie, wychodzimy.

 

Do lasu mamy całe 400 metrów w linii prostej. Jeszcze się nie rozpędziliśmy, a już jesteśmy na miejscu:-)  Nie tylko ja wybrałam taki sposób na relaks. I choć jest bardzo wietrznie, to dużo ludzi spaceruje. Tosia już radośnie biega, zna ten las jak własną kieszeń, w końcu jesteśmy tu codziennie. Kajtek.....dwa razy zamrugał oczkami, przytulił pieluszkę i zasnął. 

 

A ja? Szukam wiosny.....i o dziwo znalazłam ją bez najmniejszych problemów!


Zatem oficjalnie, wszem i wobec ogłaszam, że do Ząbek zawitała wiosna. Dowody? O, proszę!!:-)

A w Tatrach krokusy są fioletowe.....

Read More 0 Comments

Nasze górskie życie...

O tym, kiedy i w jaki sposób rozkochałam się w górach, pisałam już wcześniej. Jednak ponieważ ruszamy z Anią z projektem sistersCROWN, a finanse będziemy zbierać za pomocą portalu https://wspieram.to postanowiłam przypomnieć jak TO WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO:-)

 

Nasza pasja górska rozkwitła  kilka lat temu, pod koniec 2009 roku. Zastanawiałyśmy się co robić w Sylwestra i raptem Ania rzuciła pomysł: jedźmy w Tatry..... No to kupiłyśmy jakieś tam kurtki zimowe i jakieś tam buty zimowe i pojechałyśmy, bynajmniej nie po to, by siedzieć w knajpach na Krupówkach. Kompletnie nieprzygotowane sprzętowo, ubraniowo, ale pełne energii, spragnione adrenaliny, z zapałem i dumą poszłyśmy „w góry”. Ania znała Tatry dużo lepiej ode mnie, więc można powiedzieć, że to Ona zasiała ziarno tatrzańskiego zauroczenia, a że ziarno padło na podatny grunt……

 

Pamiętam ten moment, gdy pierwszy raz, w zimowej odsłonie, zobaczyłam Czarny Staw Gąsienicowy i ośnieżone szczyty wokół niego. Moja siostra zna mnie bardzo dobrze i od razu rozpoznała to co wtedy poczułam. Boże! Jakież One były piękne. Góry. Zasypane śniegiem, takie niedostępne. Takie groźne. Takie nieprzyjazne, a mnie się jednak wydawało, że wręcz mówią do mnie, że mnie wołają. Mimo mrozu stałam i patrzyłam, podziwiałam ten cud natury, stałam jak zahipnotyzowana. Tak właśnie wygląda miłość! Wtedy patrzyłam na te odległe szczyty i myślałam:  Chciałabym tam być!!  No i się zaczęło:-)


W góry jedziemy zawsze razem, rozumiemy się doskonale, czujemy się za siebie odpowiedzialne, ufamy sobie i co najważniejsze znamy się świetnie, więc łatwo możemy rozpoznać, że np. którejś coś dolega i należy odpuścić szczyt, zawrócić. Początkowo jeździłyśmy w Tatry kilka razy w roku. Zimą, latem, wiosną, jesienią, testowałyśmy ubrania, buty, plecaki, kurtki, kije, czołówki i wszelkie inne potrzebne sprzęty, a jednocześnie poznawałyśmy siebie w różnych sytuacjach. Nasz górski apetyt rósł w miarę jedzenia, po Tatrach Polskich przyszedł czas na Tatry Słowackie z Gerlachem na czele (28.08.2012r). Stojąc na szczycie nasz przewodnik powiedział:  „No,  dziewczyny, w Tatrach już wyżej się nie da!”…..Więc pojechałyśmy w Alpy! A że jesteśmy zauroczone Austrią więc na pierwszy ogień poszły Alpy Austriackie. Rok później, 06.08.2013r zdobyłyśmy Grossglockner (3798m n.p.m.), najwyższy szczyt Austrii. Stojąc na szczycie, podziwiając widoki, patrzyłyśmy na pasmo górskie, które widać było na horyzoncie. Wtedy zapytałam: „Tomek, a gdzie ten Mont Blanc?” Tomek pokazał ręką - To były Alpy Francuskie i królującym tam Mont Blanc:-)

Panorama z Grossglockner 3798 m n. p.m.

0 Comments