Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty:-)

Niedziela, wczesne popołudnie.

 

Mój Kajtunio w domu już zaczyna świra dostawać. Zabawki lądują raz po prawej, za po lewej stronie. Każda zła.

O Tosi nie wspomnę, bo drepcze od drzwi do okna balkonowego, zerka na mnie. Położyła się i leży. 2 minuty minęły. Znów runda: drzwi-balkon-zerka na mnie, drzwi-balkon-zerka na mnie.  Kajtek tu się niby bawi, a tu wodzi za nią wzrokiem. Wodzi??? Mało powiedziane. Ślina mu kapie, broda mokra, żadna zabawka nie jest już atrakcyjna, a ON wpatrzony w Tosię jak w obrazek. Tośka patrzy. Kajtek patrzy. Widzę ich. Ba!! Czuje!! Nie sposób nie czuć!!:-) Czuje na skórze ich wpatrzone oczka.....Czekają. Czekają na mój ruch....

 

A ja? Pracuję nad projektem sistersCROWN. Siedzę przed komputerem, klawiatura mi się grzeje. Jeszcze jeden mail, i jeszcze jeden, jeszcze jedna informacja, tu sponsor, tu uzupełnić, tu odpisać, ....pracuję w tym samym czasie na milionie okien i aplikacji. To chyba przyzwyczajenie, które wsiąkło w skórę, jeszcze z pracy w korporacji.  Tam zawsze wszystko było do zrobienia na już, na teraz, pilne i ważne......

 

Chwila refleksji. "Nie jestem w pracy. To co robię, to moja pasja. To co robię, robię dla siebie.  Góry. Gdy myślę o naszych dotychczasowych wyjazdach w góry, pamiętam fizyczne zmęczenie i psychiczny relaks. Rany, ależ tęsknię za górami.  W ubiegłe wakacje, gdy byłam w ciąży, w górach byłam  owszem, ale jako Dalekowzroczny Oglądacz i  Szerokouśmiechnęty  Podziwiacz. A ja chcę góry takie, żeby je poczuć w nogach. Takie, żeby mi w dupę dały! 

 

Zamykam oczy i już widzę te piękne krajobrazy, panoramę, która zapiera dech, gdy podniesiesz do góry głowę po wyczerpującym marszu. Ach, samo się wyrywa!:-).

Góry to miejsce, gdzie ziemia spotyka się z niebem w wersji 3D. Tu nie ma prostych linii:-)".

Rozmarzyłam się;-) 

 

I wtedy przemykam mi przez głowę myśl: "Eureka! Kurna, przecież to ja jestem Panią swojego czasu! To ja decyduję co teraz będzie!"

 

Zrywam się na równe nogi. Klapa od laptopa aż trzasnęła. Kajtek, gdyby mógł pewnie też stanąłby na nóżkach. Hola Hola Chłopaku, jeszcze trochę:-) Póki co cieszy się, aż piszczy:-):-) Uśmiech od ucha do ucha. Pupa sama mu podskakuje:-) Boziu, po kim on ma tyle energii, przecież  ja taka spokojna osóbka jestem:-) Tosia już wie co się święci, ostawia taniec na dwóch łapach, sztuczka iście cyrkowa. 

 

Idziemy na spacer!! Wołam do moich "dzieciaków":-) Magiczne słowo padło, dwa razy powtarzać nie trzeba:-)

Tosia szelki już ma założone. Kajtek już w wózku. Trochę niezadowolony, bo na głowie wylądowała czapka, ale nie ma już czasu na marudzenie, wychodzimy.

 

Do lasu mamy całe 400 metrów w linii prostej. Jeszcze się nie rozpędziliśmy, a już jesteśmy na miejscu:-)  Nie tylko ja wybrałam taki sposób na relaks. I choć jest bardzo wietrznie, to dużo ludzi spaceruje. Tosia już radośnie biega, zna ten las jak własną kieszeń, w końcu jesteśmy tu codziennie. Kajtek.....dwa razy zamrugał oczkami, przytulił pieluszkę i zasnął. 

 

A ja? Szukam wiosny.....i o dziwo znalazłam ją bez najmniejszych problemów!


Zatem oficjalnie, wszem i wobec ogłaszam, że do Ząbek zawitała wiosna. Dowody? O, proszę!!:-)

A w Tatrach krokusy są fioletowe.....

Write a comment

Comments: 0