Nasze górskie życie...

O tym, kiedy i w jaki sposób rozkochałam się w górach, pisałam już wcześniej. Jednak ponieważ ruszamy z Anią z projektem sistersCROWN, a finanse będziemy zbierać za pomocą portalu https://wspieram.to postanowiłam przypomnieć jak TO WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO:-)

 

Nasza pasja górska rozkwitła  kilka lat temu, pod koniec 2009 roku. Zastanawiałyśmy się co robić w Sylwestra i raptem Ania rzuciła pomysł: jedźmy w Tatry..... No to kupiłyśmy jakieś tam kurtki zimowe i jakieś tam buty zimowe i pojechałyśmy, bynajmniej nie po to, by siedzieć w knajpach na Krupówkach. Kompletnie nieprzygotowane sprzętowo, ubraniowo, ale pełne energii, spragnione adrenaliny, z zapałem i dumą poszłyśmy „w góry”. Ania znała Tatry dużo lepiej ode mnie, więc można powiedzieć, że to Ona zasiała ziarno tatrzańskiego zauroczenia, a że ziarno padło na podatny grunt……

 

Pamiętam ten moment, gdy pierwszy raz, w zimowej odsłonie, zobaczyłam Czarny Staw Gąsienicowy i ośnieżone szczyty wokół niego. Moja siostra zna mnie bardzo dobrze i od razu rozpoznała to co wtedy poczułam. Boże! Jakież One były piękne. Góry. Zasypane śniegiem, takie niedostępne. Takie groźne. Takie nieprzyjazne, a mnie się jednak wydawało, że wręcz mówią do mnie, że mnie wołają. Mimo mrozu stałam i patrzyłam, podziwiałam ten cud natury, stałam jak zahipnotyzowana. Tak właśnie wygląda miłość! Wtedy patrzyłam na te odległe szczyty i myślałam:  Chciałabym tam być!!  No i się zaczęło:-)


W góry jedziemy zawsze razem, rozumiemy się doskonale, czujemy się za siebie odpowiedzialne, ufamy sobie i co najważniejsze znamy się świetnie, więc łatwo możemy rozpoznać, że np. którejś coś dolega i należy odpuścić szczyt, zawrócić. Początkowo jeździłyśmy w Tatry kilka razy w roku. Zimą, latem, wiosną, jesienią, testowałyśmy ubrania, buty, plecaki, kurtki, kije, czołówki i wszelkie inne potrzebne sprzęty, a jednocześnie poznawałyśmy siebie w różnych sytuacjach. Nasz górski apetyt rósł w miarę jedzenia, po Tatrach Polskich przyszedł czas na Tatry Słowackie z Gerlachem na czele (28.08.2012r). Stojąc na szczycie nasz przewodnik powiedział:  „No,  dziewczyny, w Tatrach już wyżej się nie da!”…..Więc pojechałyśmy w Alpy! A że jesteśmy zauroczone Austrią więc na pierwszy ogień poszły Alpy Austriackie. Rok później, 06.08.2013r zdobyłyśmy Grossglockner (3798m n.p.m.), najwyższy szczyt Austrii. Stojąc na szczycie, podziwiając widoki, patrzyłyśmy na pasmo górskie, które widać było na horyzoncie. Wtedy zapytałam: „Tomek, a gdzie ten Mont Blanc?” Tomek pokazał ręką - To były Alpy Francuskie i królującym tam Mont Blanc:-)

Panorama z Grossglockner 3798 m n. p.m.

Write a comment

Comments: 0